Według rządowego Rejestru Aptek oraz GUS niemal 2 mln (1,8 mln) mieszkańców nie ma apteki na terenie swojej gminy. Z kolei ok. 400 tys. osób nie ma nawet dostępu do punktu aptecznego. Z przeprowadzone w kwietniu 2025 r. ogólnopolskiego badania Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” oraz Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej wynika, że 90% respondentów w wieku 56+ oczekiwałoby apteki dyżurującej w najbliższej okolicy. Z kolei 80% wszystkich badanych przy wyborze apteki kieruje się kryterium odległości. Według danych GUS jedynie ok. 2,2% aptek w Polsce pełni stałe dyżury nocne, co oznacza niespełna 250 placówek na prawie 12 tys. aptek.
– To dramatycznie niski wskaźnik – w wielu krajach europejskich dostęp do apteki 24h jest normą, a u nas staje się luksusem – mówi Piotr Zadrożny, wiceprezes Związku Pracodawców Farmacja (ZPF).
Na przykład w Warszawie planowane jest obecnie zamknięcie jedynej apteki całodobowej działającej na Ursynowie. Stolica dysponuje niewielką, nierównomiernie rozmieszczoną siecią takich aptek. Zamknięcie wspomnianej apteki oznacza, że mieszkańcy Ursynowa i Wilanowa zostaną zmuszeni do korzystania z placówek nawet 5–6 km dalej. W stolicy i województwie mazowieckim dyżurują w sumie 33 apteki całodobowe.
– To sytuacja bez precedensu – aptekę likwiduje się za działania sprzed około 10 lat, które były w pełni legalne, co potwierdziły ówczesne kontrole Inspekcji Farmaceutycznej. Polegały na zapatrywaniu przez aptekę ZOL-ów oraz przychodni. W międzyczasie zmieniło się prawo i Inspekcja zaczęła wstecznie ścigać takie apteki, których w Polsce może być kilka tysięcy. Tak nie powinien funkcjonować żaden system – komentuje Piotr Zadrożny.
Przyczyną kryzysu jest przede wszystkim nadmierne przeregulowanie rynku aptecznego. Jak tłumaczy Piotr Zadrożny: Polska ma jeden z najbardziej restrykcyjnych systemów przepisów prawnych dla aptek w Europie – i płacimy za to cenę w postaci malejącej liczby placówek i ograniczonej dostępności leków. Wprowadzenie w 2017 r. ustawy „Apteka dla Aptekarza” w jeszcze większym stopniu zahamowało rozwój aptek.
Prowadzenie apteki całodobowej wiąże się z bardzo wysokimi kosztami. Trzeba zapewnić nie tylko pełną obsadę personelu przez całą dobę, ale także wyższe koszty energii, ochrony, logistyki i szerokiego asortymentu leków. Dopłaty za dyżury wyznaczone przez rozporządzenie Ministra Zdrowia pokrywają niewielką część kosztów. Dlatego aptek całodobowych w kraju ubywa, a nowe się nie otwierają.
– Aby zbudować rentowność takiej placówki, potrzeba 3-5 lat codziennej pracy właściciela i farmaceutów. Zniszczyć to można jedną decyzją urzędniczą w ciągu jednego dnia. Odbudować nie sposób – mówi Katarzyna Baranowska, kierownik ursynowskiej apteki.
Na to nakłada się dodatkowo fala cofania zezwoleń aptecznych w całej Polsce. Inspektoraty wydały już 544 decyzje tego typu, z czego 174 z uzasadnieniem „utraty rękojmi”. Sytuacja apteki na Ursynowie jest symbolem kryzysu, który obejmuje sektor farmaceutyczny.

Na skróty
Copyright © Medyk sp. z o.o